Leczenie metadonowe w Polsce

Autor artykułu: Marek Beniowski
dr n. med., członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS

Początki programu substytucyjnego w Polsce

Pierwsze przypadki używania opioidów w Polsce to lata 60. ubiegłego wieku. Dotyczyły one często pracowników medycznych, a używanym środkiem była morfina. Wiele osób stosowało także eter, który był tańszym środkiem. Wraz z rozwojem epoki hipisowskiej nadszedł czas na rozwój używania środków odurzających. Zażywanie ich wiązało się z modą na przeżywanie stanów zmienionej świadomości przez dzieci-kwiaty. Wśród tych środków była marihuana, przyjmowana doustnie kodeina, benzodwuazepiny, barbiturany oraz płyn „Tri” (trichloroeten) do wąchania. Na początku lat 70. dwaj uczniowie technikum chemicznego w Gdańsku opracowali metodę otrzymywania heroiny domowym sposobem. Tak zwany kompot stał się najpowszechniej używanym opioidem. Narkoman zaczął być niechętnie widziany w społeczeństwie, był brudny i śmierdzący, słaniał się na nogach, a niebezpieczeństwo zakażenia wirusem HIV kazało obchodzić go z daleka.

Osoby uzależnione od heroiny systematycznie zwiększają ilość wstrzykiwanego narkotyku. Jest to związane z tzw. tolerancją, czyli koniecznością przyjmowania coraz większych dawek heroiny. W efekcie pacjent trafia na oddział detoksykacyjny, gdyż w przeciwnym razie grozi mu przedawkowanie narkotyku. W polskim systemie leczenia i rehabilitacji osób uzależnionych, oprócz punktów konsultacyjnych, poradni profilaktyki i terapii uzależnień, oddziałów detoksykacyjnych i nielicznych oddziałów dziennych, najbardziej rozwinięty i najbogatszy w doświadczenia jest system opieki stacjonarnej – krótko- i długoterminowej. Stacjonarna rehabilitacja prowadzona jest przez ośrodki rehabilitacyjne lub rehabilitacyjno-readaptacyjne, pozostające w gestii publicznej służby zdrowia, oraz organizacje pozarządowe (m.in. Towarzystwo Zapobiegania Narkomanii, Towarzystwo „Powrót z U”, Stowarzyszenie „Karan”, Stowarzyszenie „Familia”, Stowarzyszenie Katolickie „Betania”). Najstarszą jednostką terapii uzależnień w Polsce (działającą od 1978 roku) jest Stowarzyszenie MONAR. Mimo różnic strukturalnych, formalnych czy filozoficznych niemal wszystkie istniejące placówki i ośrodki stacjonarnej pomocy jako główne narzędzie oddziaływań terapeutycznych w stosunku do osób uzależnionych przyjęły, bardziej lub mniej świadomie, metodę społeczności terapeutycznej. Szacuje się, że w powyższych ośrodkach leczy się ok. 2400 osób. Skuteczność tych placówek (rozumiana jako tzw. zaleczenie) waha się od 5% do 15%, czyli liczba osób wychodzących z uzależnienia mieści się w przedziale 120–360. Wszystkim innym grozi odrzucenie przez rodzinę, brak oparcia w kimkolwiek, bezdomność, brak stałych środków utrzymania, a także problemy zdrowotne. Wielu zakazi się wirusem HIV, HBV czy HCV. Grozi im także zakażenie kiłą, prątkiem gruźlicy, toksoplazmozą, narażeni są na toksyczne działanie różnych substancji zawartych w „kompocie” (związki amonowe, rozpuszczalniki organiczne), rozwój zakrzepowo-zatorowego zapalenia żył, powikłanie zatorowe w układzie tętniczym, zakażenie w miejscu podania narkotyku, śmiertelne przedawkowanie i ogólne wyniszczenie skrajnie niehigienicznym trybem życia.

Programy terapeutyczne były przez długie lata jedyną propozycją wyjścia z uzależnienia. Ponieważ mają one jednak niezwykle ograniczoną skuteczność, powstała koncepcja stworzenia innego typu programu leczenia uzależnień. Pracownicy Instytutu Psychiatrii i Neurologii (IPiN) w Warszawie zastosowali lek o nazwie metadon. Koncepcja terapii metadonem wywodzi się z Nowego Jorku. Ma ona swój początek w pracach trzech psychiatrów: dr. Vincenta Dole’a, dr Marie Nyswander i Mary Jeanne Kreek. Poszukiwali oni środka, który mógłby zastąpić heroinę. Ich wybór padł właśnie na metadon, który charakteryzuje się dobrym wchłanianiem z przewodu pokarmowego, znacznie dłuższym od heroiny i morfiny okresem półtrwania oraz zdecydowanie wolniejszym rozwojem tolerancji. Po raz pierwszy środek ten został opisany w 1941 roku przez Niemców, Bockmula i Ehrharta. Metadon może być podawany jeden raz dziennie, zarówno w postaci tabletek, jak i syropu, a sugerowana dzienna dawka to 80–150 mg. Do 2004 roku w programach metadonowych w Stanach Zjednoczonych uczestniczyło 225 tys. osób, retencja przez okres przynajmniej jednego roku wynosi 50-80%, przy czym heroinę stale przyjmuje nielegalnie od 5% do 20% pacjentów. Wykazano, że metadon nie daje objawów odstawienia i głodu narkotycznego, blokuje euforyczne efekty krótko działających opiatów, ułatwia normalizację zaburzonej fizjologii uzależnienia.

Program metadonowy w IPiN w Warszawie, kierowany przez dr Godwood-Sikorską, umożliwił przyjęcie pierwszej grupy ok. 40 chorych i miał zakończyć się stopniową detoksykacją, jednak sprzeciwili się temu chorzy i ich rodziny, co zaowocowało jego kontynuacją. W tym czasie trwała dyskusja nad dalszym prowadzeniem programu, co było związane z negatywnym nastawieniem do osób uzależnionych od narkotyków, w tym zakażonych HIV. Personel medyczny nie chciał wydawać narkomanom leków uzależniających, nie było też wsparcia ze strony społeczności lokalnych i brak było regulacji prawnych dotyczących stosowania metadonu. Taki stan wynikał z utrzymującego się przeświadczenia, że jedynym właściwym sposobem prowadzenia terapii uzależnień jest pobyt w zamkniętym ośrodku, nastawiony na osiągnięcie pełnej abstynencji. Przez kilka lat nie zauważano obecnej w wielu krajach koncepcji redukcji szkód, metody popierającej wszelkie działania, których celem jest minimalizacja rozmaitych szkód i zagrożeń związanych z życiem osób uzależnionych we współczesnym społeczeństwie.

Po zainicjowaniu kolejnych dwóch programów w Warszawie, utworzono program metadonowy w Starachowicach (dla osób niezakażonych wirusem HIV). W 1995 roku ruszył nowy program metadonowy w Chorzowie. Stało się to dzięki uzyskaniu grantu z The Lindesmith Center w Nowym Jorku na zorganizowanie w Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie 50 miejsc dla osób żyjących z wirusem HIV. Lokalne władze przeprowadziły remont części szpitala i w 1998 roku program ruszył.

Następne programy metadonowe powstały w Zgorzelcu, Szczecinie (1998), Lublinie (1999), Krakowie (2000), Poznaniu (2001), Łodzi (2005) i we Wrocławiu (2007). Kolejne dwa w Warszawie i jeden na pododdziale w Siedlcach. Leczenie metadonem odbywa się również w siedmiu zakładach penitencjarnych. Krajowe dane dotyczące liczby osób uzależnionych od heroiny (od 25 do 29 tys.) pokazują, że aktualna liczba programów metadonowych jest zbyt mała, aby mogła zaspokoić ich potrzeby. Powinno to dać do myślenia decydentom, zwłaszcza że skuteczność programów drug free jest niewielka.


Grzegorz Wodowski
Poradnia MONAR w Krakowie

Mapa programów metadonowych w Polsce

Zmiana zapisu ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, umożliwiająca niepublicznym zakładom opieki zdrowotnej tworzenie programów substytucyjnych, dała nadzieję na znaczne zwiększenie dostępu do leczenia substytucyjnego. W odpowiedzi na te zmiany w Warszawie powstały dwa programy realizowane przez niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej. Tam też, mimo wcześniej istniejących trzech programów substytucyjnych, były największe potrzeby. Obecnie stołeczne programy dysponują ponad 600 miejscami i, aby dostać się na leczenie, uzależnieni nie czekają już miesiącami. Ustawa zmieniła się trzy lata temu, ale oprócz warszawskiej „Eleuterii” i „Małego Rycerza”, nie powstał żaden inny program realizowany przez niepubliczny ZOZ. Nikt inny nawet nie próbował. Dostęp do leczenia substytucyjnego w krajach Unii Europejskiej jest na ogólnym poziomie ok. 40%, co oznacza, że więcej niż co trzeci uzależniony od heroiny jest objęty tą formą terapii. Leczeni substytucyjnie to dzisiaj w Polsce 1400 osób. Liczbę uzależnionych od opiatów szacuje się w naszym kraju na 25–30 tys. osób, więc tylko ok. 4–5% uzależnionych ma szanse na to leczenie. Co stoi na przeszkodzie, aby leczenie substytucyjne mogło się rozwijać i dopasowywać do zmieniających się warunków, potrzeb i oczekiwań osób uzależnionych od opiatów? Czy nie ma zapotrzebowania na leczenie substytucyjne? Jest. Nadal istnieją całe obszary, duże miasta, gdzie zupełnie brakuje dostępu do kuracji podtrzymującej. Trójmiasto, Rzeszów, cała północno-wschodnia Polska nie wie, co to leczenie substytucyjne. Na Górnym Śląsku od lat działa tylko jeden program (obejmujący leczeniem 140 osób), mimo że aglomeracja Śląska stanowi jedno z liczniejszych środowisk osób używających opiatów. W Polsce istnieje bardzo duże zróżnicowanie terytorialne, jeśli chodzi o liczbę uzależnionych od opiatów, w tym także w ujęciu jakościowym. Są obszary, gdzie użytkowników opiatów jest niewielu, i miasta, gdzie trend używania heroiny jest bardzo dynamiczny (Warszawa, Wrocław). W związku z niewielką liczbą ośrodków proponujących leczenie substytucyjne (16 programów), wiele z nich siłą rzeczy obejmuje zasięgiem dość duże obszary kraju. Dla pacjentów oznacza to nieustanne podróże. Ekstremalnym przypadkiem jest program substytucyjny prowadzony w Świeciu nad Wisłą – żaden z pacjentów programu nie mieszka w Świeciu, przeważają osoby z Torunia i Bydgoszczy (ok. 40 km), a także z... Trójmiasta (150 km). W programie lubelskim mieszkańcy Lublina stanowią tylko ok. 15% leczonych, reszta przyjeżdża w większości z Puław, a nawet z Sanoka i Baligrodu. Na 60 osób leczonych w Zgorzelcu, tylko 15 zamieszkuje w tym mieście, pozostali dojeżdżają po kilkadziesiąt kilometrów (z Jeleniej Góry, Szklarskiej Poręby, a nawet spoza województwa dolnośląskiego).

Mimo że w Warszawie i w Krakowie gros pacjentów stanowią osoby zamieszkałe w tych miastach, to w dużej mierze dzieje się to za sprawą „migracji za metadonem”. W Krakowie zamiejscowi pacjenci programu substytucyjnego w Szpitalu Rydygiera korzystają z noclegowni i hosteli, by mieć dostęp do leczenia metadonem.

W efekcie nierównomiernego dostępu do leczenia substytucyjnego, wielu uzależnionych spełniających kryteria wymagane przez rozporządzenie Ministra Zdrowia nie ma szans na leczenie blisko miejsca zamieszkania. Ci, którym starcza determinacji, aby podróżować po kilkadziesiąt kilometrów codziennie lub co kilka dni, muszą swoje życie bezwzględnie podporządkować leczeniu.

Czy Narodowy Fundusz Zdrowia nie chce kontraktować programów substytucyjnych? Wiele wskazuje na to, że chce. W ostatnim czasie część programów substytucyjnych przyjmuje więcej pacjentów, niż ma zakontraktowanych miejsc. Przekroczenia liczby pacjentów w programach prowadzonych przez Stowarzyszenie „Eleuteria” czy Instytut Psychiatrii i Neurologii idą w dziesiątki. Realizatorzy nie mają wątpliwości, że Fundusz ureguluje te „nadwyżki” świadczeń.

Niektóre programy, jak np. lubelski, przyjmują pacjentów bez względu na to, czy są ubezpieczeni, czy też nie. Jak się okazuje finansowanie świadczeń dla nieubezpieczonych nie jest problemem. Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii podejmuje wysiłki, by propagować leczenie substytucyjne wśród urzędników NFZ. Już w 2009 roku wiele kontraktów będzie zwiększonych. Należy podkreślić, że żadna z inicjatyw powołująca nowy program metadonowy w ostatnich latach nie spotkała się z odmową finansowania przez NFZ. Na ile problemem jest niechęć do leczenia substytucyjnego ze strony tzw. środowiska? Wydaje się, że jest to duży problem. Programy substytucyjne stanowią nadal kontrowersyjny model podejścia do leczenia uzależnionych. Celem terapii nie jest abstynencja, a „jedynie” stabilizacja życia osoby uzależnionej i zapobieganie eskalacji dalszych problemów zdrowotnych. Dla sporego grona terapeutów i lekarzy abstynencja, chociażby niemożliwa, jest bardziej szlachetna niż skuteczna substytucja.

Stowarzyszenie MONAR, największa w Polsce organizacja pozarządowa zajmująca się osobami uzależnionymi, statutowo odrzuca możliwość prowadzenia leczenia substytucyjnego. Wnikliwi zauważają w tym pewien paradoks: statut MONARU, dopuszczając realizację programów redukcji szkód, z wyłączeniem leczenia substytucyjnego, umożliwia tym samym prowadzenie niskoprogowych projektów, jak chociażby wymiany strzykawek, pokojów iniekcyjnych czy testowania narkotyków. Projektów, które wprost z leczeniem wiele wspólnego nie mają.

Prawdopodobnie najpoważniejszym mankamentem polskich programów substytucyjnych jest brak ich rozgraniczenia na nisko- i wysokoprogowe. Nie wszyscy poddający się leczeniu zastępczemu są gotowi zaprzestać używania nielegalnych narkotyków (nawet jeśli przed przystąpieniem do leczenia sami tak myślą). Mieszanie grup pacjentów o zupełnie innych możliwościach, nastawieniach do terapii i siebie samych jest niekorzystne zarówno dla tych, którzy metadon traktują tylko jako pomoc w unikaniu objawów odstawienia, jak i tych, dla których terapia jest sposobem na rzeczywistą stabilizację życia. Nic w tym dziwnego, że taki stan rzeczy frustruje także personel realizujący program, ponieważ coraz trudniej uchwycić cele leczenia substytucyjnego. Pracownicy warszawskich programów już dostrzegają zjawisko wędrówek pacjentów od programu do programu: pacjent usunięty z jednego programu trafia do następnego, z którego i tak z powodu nagminnego łamania abstynencji zostanie za kilka miesięcy wyrzucony. Zróżnicowanie wymagań i dopasowanie programów do potrzeb pacjentów przyciągnęłoby także tych uzależnionych, którzy czują się zdezorientowani. Zróżnicowanie programów substytucyjnych wymagałoby jednak zmian w rozporządzeniu regulującym tę formę leczenia. Dzisiaj przewiduje ono wydawanie zaliczek najwyżej na cztery dni – nawet tym, którzy pracują i których tydzień pracy, jak dla większości z nas, składa się z pięciu dni roboczych! Na dodatek wykrycie narkotyków w moczu szybko likwiduje ten przywilej.

Przywykliśmy już do twierdzenia, że leczenie substytucyjne metadonem jest atrakcyjne i skuteczne dla uzależnionych. Okazuje się, że wielu uzależnionych nawet nie myśli o tym, by zamienić heroinę na jej namiastkę w syropie. Są też tacy, którzy spróbowali leczenia metadonem i porzucili je, uznając, że środek ten nie spełnia ich oczekiwań – zanadto się różni od narkotyku, do którego przywykli. Prawdopodobnie decydując się na większą różnorodność substytutów, można by objąć leczeniem więcej osób i spowodować, że będzie ono skuteczniejsze. Siarczan morfiny, kodeina czy heroina to środki coraz szerzej wykorzystywane w Europie do leczenia substytucyjnego. W polskich programach zaczyna być stosowana buprenorfina. To duży krok naprzód. Uzależnieni czekają na następny.


Marta Gaszyńska, od 10 lat na metadonie
Przewodnicząca Stowarzyszenia Pacjentów Substytucyjnych JUMP’93

Pożytki i niedostatki programów substytucyjnych

Pierwszy program substytucyjny powstał w Polsce w 1992 roku. Był to program eksperymentalny, obliczony na sześciomiesięczną kurację. Mieli być nim objęci użytkownicy „polskiej heroiny”, czyli „kompotu”. Metadon na świecie odnosił już sukcesy, lecz czy zda egzamin na polskim gruncie? Czekałam na to panaceum ja i całe grono „starej gwardii”, bo chcieliśmy żyć na trzeźwo. Przeszłam etap kwalifikacji, wyznaczono mi termin i wreszcie czułam się, jakbym złapała Pana Boga za nogi! Przez pierwsze tygodnie byłam uskrzydlona. Jeździłam po metadon codziennie, nie przeszkadzało mi to. Mogłam spotkać się ze znajomymi, pogadać, pośmiać się, popłakać. Nadrabiałam zaległości.

Dość szybko jednak okazało się, że wszystkim nam chwil szczęścia zaczęło brakować, przestawaliśmy się cieszyć z nowego życia, zaczęły się problemy z „normalnym” życiem. Wkradł się alkohol, dla poprawy nastroju. Było go coraz więcej.

Okazało się, że nie bardzo wiemy, jak poradzić sobie z nową rzeczywistością. Skąd mogliśmy wiedzieć, czym wypełnić wolny czas, jak załatwić sprawy w urzędzie, jak walczyć o swoje życie? Wcześniej to narkotyki wypełniały nam cały czas, teraz została pustka. Pomimo terapii, fantastycznej psycholog, rozmów indywidualnych i grupowych pustka nadal była, i coraz trudniej radziliśmy sobie na trzeźwo. Założyliśmy Stowarzyszenie „Nowa Droga” im. Zbyszka Thielego, staraliśmy się dorosnąć do niego, lecz nie byliśmy w stanie. Nie było wśród nas kogoś, kto by nam pokazał, od czego zacząć, co robić. Szybko doszło do kłótni. Problemy posypały się lawinowo, na dodatek pół roku, na które podpisaliśmy kontrakt w programie, dobiegło końca i zaczynali nas „zerować”. Zaczęło się dobieranie „kompotu”, wielu z nas było w podwójnym ciągu, metadonowo-kompotowym, część dość szybko zrezygnowała. Kierownictwo programu wywalczyło następny rok i znów zaczęto zwiększać nam dawki.

Ten rok zleciał bardzo szybko. Zaczęłam dobierać. Zmarł mój wieloletni partner, ojciec mojej córki, co przyczyniło się do głębokiego ciągu. Zostałam wyrzucona z programu za trzykrotne złamanie abstynencji.

Zastanawiam się, co by było, gdybym została... Może sama bym zrezygnowała, może bym się otrząsnęła. Założenia regulaminowe są proste: łamiesz abstynencję i się żegnamy – podpisałam regulamin, który jasno określał zasady uczestnictwa w programie. Takie były początki mojej metadonowej drogi. Teraz, po 16 latach (w tym po 10 latach w kolejnym programie), widzę, że najważniejszą rzeczą jest nabycie umiejętności radzenia sobie z nadmiarem wolnego czasu i własnymi ograniczeniami.

Gdy 10 lat temu wchodziłam w program, mieliśmy świetlicę, w której mogliśmy pod okiem terapeutów napić się herbaty czy kawy, pograć w brydża, porozmawiać - wspólne święta, imieniny, urodziny, wszyscy się znaliśmy. Gdy ktoś miał problem, szybko zostawał zauważony, gdyż razem z nami cały czas był ktoś z personelu. Kiedyś padło hasło „kursy” i następnego dnia terapeutka przyniosła wykaz instytucji, które je organizowały. Kilka osób zrobiło prawo jazdy, ukończyło kursy językowe. To, że kilka godzin dziennie spędzaliśmy razem, zbliżyło nas do siebie i do personelu, czuliśmy zainteresowanie innych naszym życiem, sprawami. Obecnie bardzo tego brakuje. Nowi pacjenci zostawieni są samym sobie, personel nie orientuje się, jaki kto ma problem, z czym sobie nie radzi, a co jest jego mocną stroną. Kontakt z pacjentem ograniczony jest do wydania leku, pobrania moczu, i tyle. Szczęście ma ten, kto ma rodzinę, przyjaciół i coś, co jest w stanie oderwać go od towarzystwa metadonowego.

Mnie się udało. Dzięki rodzinie podjęłam pracę, potem zaczęłam szukać czegoś, w czym jestem dobra. Po dwóch latach zmieniłam zajęcie, znalazłam pracę bardziej odpowiadającą moim oczekiwaniom. Na początku miałam duży problem. Nie potrafiłam funkcjonować wśród ludzi niezwiązanych z tematem narkotyków. Bałam się wszelkich kontaktów, wykręcałam się brakiem czasu, uciekałam. Z góry zakładałam, że zostanę odrzucona. Czułam się strasznie samotna, bardzo ciągnęło mnie do ludzi, ale jedynymi osobami, które mnie akceptowały, byli znajomi z programu. Nie wiedziałam, że łatwo można sobie z tym poradzić. Nie było osoby, która by mnie poinformowała, że są metody, którymi można sobie pomóc.

Jest szalenie ważne, by kierownicy programów zatrudniali osoby, które, biorąc pod uwagę nasze ograniczenia, potrafiłyby wypracować podstawy tych umiejętności, prowadząc np. trening interpersonalny lub zajęcia z samoakceptacji, tym bardziej, że po latach przyjmowania narkotyków nasze umiejętności w tym zakresie są zerowe.

Nie wiem, co się stało, że w programach zapomniano o problemach i potrzebach swoich pacjentów. Wiem jedno, wszystko zależy od ludzi i dobrych chęci, od umiejętności uchwycenia istoty uzależnienia, choroby duszy, braku umiejętności radzenia sobie ze światem. Osoby sięgające po narkotyki chcą zagłuszyć ból, często nie zdając sobie sprawy, jaki to ból. Z czasem ból staje się coraz większy, przenosi się na inne obszary życia, co skutkuje jeszcze głębszym uzależnieniem. Aby pozbyć się jego przyczyny, nie wystarczy sam metadon! Potrzeba długotrwałej, cierpliwej terapii, prowadzonej przez osobę, do której mamy zaufanie, której pozwolimy wydobyć z nas najgłębiej skrywane lęki.

Programy skupiły się na wydawaniu leku, na taśmowej produkcji pacjentów. Owszem, jest to normalne w programach niskoprogowych. W tej chwili większość programów, prócz wysokich wymagań wobec pacjenta, mało ma z „wysokoprogowości”. Programy powinny przewartościować podejście do klientów, wrócić do praktyk sprzed 10 lat, a byłoby to z korzyścią dla nich, ponieważ wykazywałyby mniejszą rotację i więcej podopiecznych, którzy funkcjonują efektywnie w rolach społecznych. Alternatywą jest przyjęcie wymagań niskoprogowych.

Nie twierdzę, że programy nie spełniają swoich założeń. Metadon uratował niejedno życie, w tym moje, i nadal ratuje życie wielu użytkowników. Substytucja ta jest niezbędna i niezastąpiona w leczeniu uzależnienia od heroiny/opioidów, lecz obecna formuła nie zdaje już egzaminu.

Na świecie przyjęto różne rozwiązania: programy nisko- i średnioprogowe działają obok tych z najwyższymi wymaganiami wobec klientów. Te o najwyższych standardach oferują pełen wachlarz opieki. Te o najniższych - skupiły się na zaspokojeniu jednej potrzeby – wydaniu lekarstwa. Mimo to na każdym etapie starają się motywować do podjęcia leczenia. Każdy z programów znalazł swoje miejsce i doskonale wypełnia założenia. W 2007 roku założyliśmy Stowarzyszenie Pacjentów Substytucyjnych JUMP’93, które zrzesza osoby leczące się substytucyjnie z całej Polski. Zaczęto nas słuchać i traktować jak specjalistów od pacjentów. Nasze spostrzeżenia brane są pod uwagę przy kreowaniu nowego podejścia do użytkowników i substytucji, występujemy na różnych szkoleniach, zaproszono nas do debaty na temat racjonalnej polityki narkotykowej. Marzy mi się, aby w przyszłości wszystkie placówki leczenia uzależnień były dostosowane do rzeczywistych potrzeb klientów, aby każdy uzależniony, w każdej sytuacji i momencie swojej choroby, mógł liczyć na skuteczną i odpowiednią pomoc.


Marek Zygadło
specjalista terapii uzależnień, MONAR Kraków

Oczekiwania klientów wobec programów substytucyjnych

Redukcja szkód włącza osoby przyjmujące narkotyki w tworzenie strategii i sposobów pomocy tym osobom – to jedna z głównych zasad tego podejścia. W Polsce nadal dość trudno jest dostać się klientom na konferencje dotyczące ich problemów. Na IV Krajowe Seminarium Metadonowe w Zakopanem (2008) udało mi się zebrać opinie pacjentów-uczestników programów metadonowych, by choćby w ten sposób byli włączeni w proces rozwoju leczenia substytucyjnego.

Mam nadzieję, że już wkrótce – dzięki swoim organizacjom pozarządowym – pacjenci sami będą prezentować swoje problemy na różnych krajowych forach, a może także administrować swoimi programami leczenia substytucyjnego. Wiosną 2008 roku przeprowadziliśmy badanie opinii wśród pacjentów programów metadonowych. Oto kilka wyników: w badaniach uczestniczyły 73 osoby z kilku miast Polski, w przedziałach wiekowych: 22–28 lat (18%); 29–39 lat (56%); powyżej 40 lat (26%); najstarszy respondent miał 55 lat. 42% stanowiły kobiety, 58% mężczyźni; staż uczestnictwa w programie od jednego roku do dziewięciu lat, najczęściej – dwa lata (19%); 98% respondentów pochodziło z miast powyżej 500 tys. mieszkańców; 42% uważało, że dostęp do leczenia substytucyjnego jest trudny, a 41%, że bardzo trudny; 66% twierdziło, że bardzo trudny jest dostęp do tego leczenia w jednostkach penitencjarnych; 93% oczekuje, że oprócz metadonu będą do wyboru także inne leki; 36% stwierdziło, że poziom opieki lekarskiej jest niedostateczny; 16% tak oceniło opiekę pielęgniarską, a 18% opiekę terapeutyczną; aż 60% orzekło, że opieka socjalna jest niedostateczna; 25% czuje się niezbyt bezpiecznie w programie; 97% twierdzi, że liczba placówek jest niewystarczająca; 96% oczekuje możliwości pobierania metadonu w aptekach.

Interesujące były też odpowiedzi na pytanie: „Co Twoim zdaniem można zmienić na lepsze w programach leczenia substytucyjnego?”. Oto niektóre z nich: ciekawe zajęcia terapeutyczne; świetlica; większa liczba placówek; dostępność innych leków; lepsza opieka psychologiczna; spotkania integracyjne; zaliczki, by nie przesiadywać w poradni; zaplecze socjalne; zmienić przepisy, aby metadon był dla ludzi, a nie ludzie dla metadonu; dostęp do recept metadonu wedle potrzeb; opiekę lekarską; lekarze znający się na problemie osób uzależnionych; zaostrzyć przepisy za łamanie abstynencji; podejście personelu bardziej profesjonalne; w toaletach krępują mnie kamery; więcej zrozumienia dla pacjentów; więcej zaufania; pomoc w życiu na zewnątrz; zwiększenie liczby kadry lekarskiej, psychologicznej oraz stosowanie leków pomocniczych; wydawanie metadonu w jednostkach penitencjarnych; rozszerzenie godzin wydawania metadonu (po południu); wydawanie metadonu na siedem dni osobom pracującym; większe zaufanie personelu do pacjentów programu; ułatwiony kontakt z kierownikiem programu; poświęcenie większej uwagi nowo przyjętym do programu; indywidualne traktowanie pacjenta; podczas terapii oddzielić nowe osoby od tych, co są powyżej jednego roku; zmienić system nagradzania i karania za złamanie abstynencji; lepsza opieka lekarska w różnych problemach zdrowotnych; metadon w aptekach dla pacjentów z dużym stażem.

Bardzo wiele osób wypowiadających się jest za tym, by było więcej placówek i miejsc w programach oraz aby metadon był wydawany na dłużej do domu, np. na siedem dni osobom pracującym i z długim stażem uczestnictwa w leczeniu substytucyjnym. Przed leczeniem substytucyjnym w Polsce jest jeszcze długa droga rozwoju i doskonalenia. Możemy się pocieszać, że jest lepiej niż na Ukrainie, gdzie metadon zalegalizowano w 2008 roku i gdzie szacuje się, że liczba osób zakażonych HIV jest 15 razy większa niż w Polsce. Mamy też lepiej niż w Rosji, gdzie metadon ciągle jest nielegalny, prawdopodobnie za przyczyną narkomafii, która nie chce utracić klientów. Moje życzenia dla pacjentów potrzebujących leczenia substytucyjnego to wielość i różnorodność programów tam, gdzie są potrzebne, integracja zawodowa operatorów programów substytucyjnych, jednolita komputerowa baza danych o programach, która pozwoli pacjentom korzystać z dowolnego programu, ze swoją kartą chipową. Sporo osób z Małopolski pojechałoby nad morze, w okolice Szczecina...

Bibliografia

  1. Dole, V.P., Nyswander, M.E., Kreek, M.J., Narcotic blockade, Arch. Intern. Med., 118: 304–309, 1966.

Placówki prowadzące program metadonowy

Instytucja ulica, nr kod, miasto telefon
Instytut Psychiatrii i Neurologii ul. Sobieskiego 1/9 02-957 Warszawa (022) 45 82 759
Samodzielny Wojewódzki Zespół Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej ul. Nowowiejska 27 00-665 Warszawa (022) 825 20 31 wew. 341
NZOZ Centrum ul. Piłsudskiego 49 08-110 Siedlce 506 007 410
SP ZOZ Wojewódzki Szpital Zakaźny w Warszawie, Poradnia Profilaktyczno-Lecznicza ul. Leszno 17 01-190 Warszawa (022) 33 58 101, -102
NZOZ Poradnia Uzależnień dla Dorosłych Stowarzyszenia „Eleuteria” ul. Dzielna 7 00-154 Warszawa (022) 831 78 43, (022) 636 64 31
NZOZ Prywatny Ośrodek Detoksykacyjno-Terapeutyczny filia przy ul. Brzeskiej 13 (tu jest realizowany program) 03-739 Warszawa (022) 670 02 26, 516 022 402
Poradnia Terapii Uzależnień od Substancji Psychoaktywnych i Współuzależnień ul. Zjednoczenia 10 41-500 Chorzów (032) 349 93 93
Ośrodek Leczenia Uzależnień, Program Terapii Substytucyjnej Metadonem Al. Tysiąclecia 5 20-121 Lublin (081) 532 77 37
Samodzielny Publiczny Specjalistyczny Zakład Opieki Zdrowotnej Zdroje ul. Żołnierska 55 71-210 Szczecin (091) 487 26 49
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Ludwika Rydygiera os. Złotej Jesieni 1 31-826 Kraków (012) 64 68 317
Centrum Profilaktyki Uzależnień ul. Marcinkowskiego 21 61-745 Poznań (061) 855 73 54
Ambulatoryjna Poradnia Leczenia Substytucyjnego przy PZOZ Starachowice ul. Radomska 70 27-700 Starachowice (041) 274 61 58
Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej, Poradnia Terapii Uzależnień od Środków Psychoaktywnych ul. Warszawska 37a 59-900 Zgorzelec (075) 775 87 00
SPZOZ Szpital im. Babińskiego ul. Aleksandrowska 159 91-229 Łódź–Bałuty (042) 652 94 01-04 wew. 390 lub 444
Wojewódzki Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. dr. Józefa Bednarza ul. Sądowa 18 86-100 Świecie (052) 331 10 31 wew. 344
Poradnia Terapii Uzależnień od Substancji Psychoaktywnych, Wrocławskie Centrum Zdrowia SP ZOZ ul. Podwale 7 50-043 Wrocław (071) 356 07 80
Lubuski Ośrodek Profilaktyki i Terapii w Zielonej Górze ul. Jelenia 1a 65-090 Zielona Góra (068) 453 20 00
Centralny Zarząd Więziennictwa ul. Rakowiecka 37a 02-521 Warszawa (022) 640 84 21

Artykuł ukazał się w biuletynie Serwis Informacyjny NARKOMANIA nr 5(44)/2008.