Zbigniew Maj Tomasz Kowalewicz

Młodzież wobec narkotyków

2 lutego 2013  

Artykuł prezentuje główne wyniki badań jakościowych diagnozujących, w jaki sposób młodzież szkolna żyje i radzi sobie ze zjawiskiem rozpowszechnienia narkotyków, koegzystując przy tym z występującym w roli wychowawców światem dorosłych oraz instytucjami odpowiedzialnymi za wychowanie.

Prezentowana diagnoza została opracowana na podstawie wyników badań zrealizowanych metodą zogniskowanych wywiadów grupowych (FGI)1)Badania były prowadzone w IV kwartale 2008 r.. Objęto nimi 146 osób – uczniów i uczennice gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. W badaniach uczestniczyły dwie kategorie respondentów:

  • osoby eksperymentujące z narkotykami – przyznające, że zażywały jakiś narkotyk w ciągu ostatniego roku,
  • liderzy młodzieżowi – osoby zajmujące wysoką pozycję socjometryczną w klasie lub grupie rówieśniczej.

Przeprowadzono 16 dyskusji grupowych w Puławach, Katowicach, Krakowie, Lublinie i Łodzi, w grupach homogenicznych ze względu na płeć (po 8 grup dziewcząt i chłopców) i rodzaj szkoły (po 8 grup z młodzieżą gimnazjalną i ponadgimnazjalną).

W większości grup pod koniec dyskusji młodzi ludzie zgłaszali postulat, żeby takie rozmowy prowadzić częściej, ponieważ zmuszają one do refleksji na temat problemu narkotyków. Respondenci twierdzili, że – jak do tej pory – nikt z nimi poważnie i rzetelnie nie rozmawiał o narkotykach. Zdaniem młodzieży komunikacja na ten temat przebiega tylko jednokierunkowo – od świata dorosłych i instytucji do młodzieży. Przybiera formę przestróg, ostrzeżeń, zakazów, informacji o wyraźnie tendencyjnym, instrumentalnym charakterze, podawanych w intencji perswazyjnej.

Język, atmosfera i tonacja dyskusji

Narkotyki i wszystko, co się z nimi wiąże, nie są dla młodzieży z gimnazjów i liceów obszarem drażliwym. Młodzi ludzie wypowiadają się na ich temat swobodnie i bez zahamowań. Nic w ich sposobie mówienia i konstruowania wypowiedzi nie wydaje się być próbą ominięcia kłopotliwych tematów, ukrycia lub zakamuflowania prawdziwych postaw i poglądów czy nieujawniania doświadczeń. Uczestnicy dyskusji swobodnie opowiadali o tym, co obserwują na co dzień wśród swoich rówieśników, bliższych i dalszych znajomych, kolegów ze szkoły i współuczestników imprez.

W dyskusjach pojawiły się trzy nurty narracji o problemie narkotyków.

Nurt rzeczowy, w ramach którego były relacjonowane obyczaje, okoliczności przyjmowania narkotyków, opinie o ich działaniu, wadach i zaletach, zagrożeniach i pożytkach. W tym nurcie młodzież posługuje się własnym, wzajemnie zrozumiałym językiem, językiem „podwórka”, grupy rówieśniczej czy „paczki”, czasami starając się przełożyć go na język bardziej oficjalny, publiczny, tak by był zrozumiały dla dorosłych.

Nurt polemiczny. Większość wypowiedzi na temat postrzegania problemu narkotyków wśród młodzieży, przyczyn zażywania, potencjalnej szkodliwości substancji i zagrożeń, które ze sobą niosą miało formę mniej lub bardziej otwartej polemiki. Kwestionowano treści przekazu kierowanego do młodzieży przez rodziców, wychowawców, nauczycieli, podważano oficjalne stanowisko instytucji zajmujących się tą problematyką.

Tendencje polemiczne ujawniły się w najbardziej klarowny sposób w kwestii ewentualnej legalizacji marihuany. Uczniowie gimnazjów i liceów zaprezentowali tu cały szereg spójnych i konsekwentnych argumentów prolegalizacyjnych:

  • marihuana jest mniej szkodliwa od alkoholu, zarówno jeśli chodzi o bezpośrednie skutki zdrowotne dla jednostek, jak i skutki ogólnospołeczne – zasługuje na legalizację choćby dla zachowania jakiejś spójności sytemu norm społecznych,
  • legalizacja zniosłaby urok zakazanego owocu, który obecnie stymuluje spożycie,
  • zlikwidowałaby czarny rynek, przyniosłaby dekryminalizację całej dużej sfery zachowań i powiązań społecznych, mniej by było wszelkiego rodzaju problemów, mniej zaangażowania policji i wymiaru sprawiedliwości i mniej przypadkowych ofiar, zwłaszcza wśród młodych, łatwowiernych ludzi, których najłatwiej złapać,
  • lepsza kontrola nad jakością – marihuana w legalnym, kontrolowanym obrocie nie zawierałaby szkodliwych domieszek,
  • wielostronne korzyści: dla państwa (akcyza), dla hodowców (zarobek), dla użytkowników (łatwiejszy dostęp do towaru o gwarantowanej jakości),
  • bo na tym polega wolność obywatelska (przy spełnieniu warunku – legalizacja dla pełnoletnich). Każdy jak chce, może sobie zaszkodzić w dowolny sposób, a palący marihuanę nikomu nie szkodzi, nikt nie jest skrzywdzony,
  • marihuana jest potrzebna niektórym wyznaniom, światopoglądom,
  • dla większego szacunku społecznego wobec prawa, bo zakaz i tak nie działa, każdy kto chce, może marihuanę zdobyć.

Nurt dogmatyczny sprowadzał się do stanowiska: narkotyki to zło, które należy potępić i zwalczać. Dogmatyzm nie polegał jednak na samej tylko kategoryczności tego stanowiska, ale także na jego bezdyskusyjności. Przez tych, którzy go stosowali, traktowany był jako pewnik nie wymagający z jednej strony żadnych uzasadnień, a z drugiej był niepodatny na argumenty logicznie go podważające. W ramach tego nurtu formułowano poglądy, że o narkotykach należy raczej milczeć, niż informować, bo każda forma informacji to ich propagowanie i że jeśli nawet marihuana nie jest szkodliwa, a może nawet jej palenie ma korzystne skutki, to i tak powinna być nadal prawnie zakazana, bo jej legalizacja stałaby się furtką dla następnych, już nie tak niewinnych substancji.

Nikt z pozostałych uczestników dyskusji, reprezentujących odmienne poglądy, nie próbował dyskutować i przekonywać reprezentantów tego nurtu. Wypowiedzi dogmatyków były generalnie ignorowane.

Aspekt prawny kontaktu z narkotykami, czyli potencjalne piętno przestępcy dla posiadającego niewielkie ilości narkotyków, nie zyskał w świadomości młodzieży statusu powszechnie uznawanej normy prawnej, a tym bardziej moralnej i społecznej. Niektórzy uczestnicy dyskusji znają osobiście lub za pośrednictwem bliskich znajomych ludzi dysponujących narkotykami. W żadnej z wypowiedzi dotyczącej tego tematu nie pojawiło się potępienie czy dezaprobata pod ich adresem. Wręcz przeciwnie. W niektórych wypowiedziach można doszukać się nuty uznania lub zazdrości w stosunku do znajomych mających dostęp do marihuany.

W opiniach dotyczących generalnie zażywania narkotyków, ich potencjalnej szkodliwości, wpływie na funkcjonowanie społeczne i szkolne osób biorących narkotyki aspekt prawny nie pojawia się w ogóle. Nawet w nurcie, który nazwaliśmy dogmatycznym, fakt, że posiadanie narkotyków jest formalnie przestępstwem, nie wpływa na postrzeganie problemu, jest pomijany. Penalizacja posiadania narkotyków, jeśli jest już przez młodzież dostrzegana, to wyłącznie jako problem techniczny – dodatkowy kłopot dla zainteresowanych. Nie ma ona rangi normy prawnej.

W wypowiedziach i opiniach na temat potencjalnej szkodliwości narkotyków nie pojawia się „młodzież” jako kategoria szczególnie narażona na destrukcyjny wpływ substancji psychoaktywnych i zasługująca z tego powodu na szczególną ochronę. Również wypowiedzi wygłaszane w nurcie dogmatycznym nie przyznają młodzieży z tego względu wyjątkowego statusu. Jeśli już, to nie z uwagi na „szczególną szkodliwość” narkotyków dla młodzieży, ale z racji niedojrzałości, nieodpowiedzialności i niskiej zdolności do samokontroli charakteryzującej tę grupę. W nurcie dogmatycznym młodzież powinna być chroniona przede wszystkim przed skutkami swej własnej głupoty.

W obrazie głównych problemów życia młodzieży jako grupy społecznej narkotyki nie występują w roli osobnego, wyodrębnionego problemu. Ich zażywanie zaliczane jest do ogólniejszej kategorii „nałogów” wraz z piciem alkoholu i paleniem papierosów i uznawane w porównaniu z nimi za mniej powszechne i mniej szkodliwe, zarówno w wymiarze indywidualnym (zdrowie), jak i społecznym (szkody w otoczeniu). Ważnym czynnikiem mniejszej „problematyczności” narkotyków jest (jak się zdaje, bo uczestnicy dyskusji nie mówili o tym wprost) znacznie mniejsza skala ich nadużywania w porównaniu do alkoholu. Upijanie się jest zjawiskiem względnie powszechnym, a używanie narkotyków ma miejsce znacznie rzadziej.

Miejsce i rola narkotyków w życiu młodzieży

Powszedniość i powszechność

Narkotyki spowszedniały. Branie przestało być ekscesem, czymś specjalnym – stało się elementem codzienności, a sam temat nie jest już tabu – jest przedmiotem normalnych rozmów i nikt się z tym nie kryje, tak mówią zarówno liderzy młodzieżowi, jak i uczniowie eksperymentujący z narkotykami. W klasie, w szkole w grupie towarzyskiej wszyscy wiedzą, kto i co bierze oraz jak często. Nikt ani nie potępia, ani nie wyróżnia osób biorących narkotyki. O narkotykach mówi się takim samym tonem, jak o wszystkich innych spawach. Nie jest to temat ani bardziej ekscytujący, ani też wstydliwy. Oznacza to między innymi, że jako norma środowiskowa obowiązuje wysoki poziom przyzwolenia dla brania i dla samych biorących. Branie nie jest aktem desperacji, objawem eskapizmu, kontestacją czy manifestacją sub- lub kontrkultury. Należy do porządku codzienności i dopóki nie przybierze rozmiarów ekstremalnych, nie zakłóca pełnienia typowych, młodzieżowych ról społecznych. Oznacza to – w porównaniu z sytuacją sprzed około dwudziestu lat – „oswojenie” i „udomowienie” narkotyków przez kulturę młodzieżową. Podobne przesunięcie zaszło też na poziomie językowym. Narkotyki zaliczane są do kategorii „używek”, podobnie jak alkohol i papierosy. Ważne przy tym, że nie jest to efekt odpowiedzi na pytanie: czym są narkotyki, do jakiej szerszej kategorii można by je zaliczyć? Wręcz przeciwnie, narkotyki są wymieniane jako jedna z egzemplifikacji kategorii „używki” w następującym ciągu logicznym:

Jakie są najważniejsze problemy młodzieży?

Agresja, akceptacja w grupie, kłopoty szkolne, używki.

A co to są używki?

Alkohol, papierosy, narkotyki (w takiej właśnie kolejności).

Ponieważ określenie „używki”, jako zbiorcza nazwa na alkohol, papierosy i narkotyki, pojawiło się w kilku grupach w różnych miastach, można przypuszczać, że nie jest to termin ukuty ad hoc na użytek tej dyskusji, lecz pojęcie już wcześniej funkcjonujące w języku młodzieży.

Samo postawienie w jednym szeregu napojów alkoholowych, tytoniu i narkotyków oznacza, że należą one do tej samej kategorii środków, które co prawda nie są konieczne do życia, ale jednak dość pospolite. Jeszcze nie tak dawno w ramach społecznie uzgodnionej definicji do używek zaliczano alkohol, papierosy, kawę i herbatę. Narkotyki miały odrębny, specjalny status językowy i społeczny. Ten status obecnie straciły. Nie są one w świadomości młodzieży – z wyjątkiem heroiny – wyklętą, demoniczną substancją, w jakiej to roli występują w kierowanych do niej przekazach o wydźwięku wychowawczym czy moralizatorskim. Narkotyk jest jedną z kilku równorzędnych substancji użytkowych, dobrze już zakorzenionych w codzienności młodzieży, choć w naszej kulturze względnie nową, a w skali ogólnospołecznej jeszcze dość obcą.

Powszechność to przede wszystkim dostępność i przeświadczenie (nie wiadomo na pewno, czy zgodne z rzeczywistością) o tym, że narkotyki są na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba wtajemniczenia, dopuszczenia do zamkniętych kręgów, „dojść” itp. Są w dostępnych miejscach – dyskoteki, kluby, imprezy i ich otoczenie, znane są ścieżki ich dystrybucji: znam człowieka, który ma zawsze lub znam człowieka, który zna tego, który ma zawsze. Większość respondentów wie, jak zdobyć narkotyki, gdyby zaszła taka potrzeba. Poinformowani są również ci, którzy dotychczas nie eksperymentowali z substancjami odurzającymi. Niektórzy twierdzą, że na „załatwienie” narkotyków potrzebują co najwyżej godzinę, niektórym zabrałoby to więcej czasu, ale nie więcej niż dobę – dziś zamówienie, jutro dostawa.

Powszechność to również wiedza i poglądy krążące i swobodnie wymieniane w szkole, między znajomymi. To wiedza o rodzajach narkotyków, ich działaniu, bezpośrednich i bardziej długofalowych skutkach zażywania, źródłach zaopatrzenia, pochodzeniu i jakości substancji. Każdy opanował tę wiedzą lub w dowolnej chwili może ją uzyskać. Podzieli się nią najbliższy znajomy, a jak nie, to skieruje do kogoś, kto tę wiedzę posiada.

Sposób, w jaki młodzi ludzie wypowiadają się o powszechności narkotyków sugeruje, że nie ma „niewinnych” i „naiwnych”. Praktycznie każdy uczeń gimnazjum lub liceum otarł się jakoś o sferę narkotyków. Każdy, o ile nie jest odludkiem, swój pierwszy kontakt z narkotykami ma już za sobą. Nie oznacza to, że każdy brał, ale że przynajmniej raz w życiu stanął wobec wyboru i podjął jakąś decyzję: spróbuję, nie spróbuję tym razem, kiedyś może spróbuję, nie spróbuję nigdy.

Marginalne znaczenie

Narkotyki oraz zjawisko brania ich przez młodzież w obrazie sytuacji posiadanej przez młodych ludzi odgrywa rolę dość marginalną. Składają się na to:

  • zdecydowanie towarzyski i towarzyszący charakter brania. Młodzież zażywa w towarzystwie i w ogromnej większości przypadków jest to dodatkowa atrakcja, a nie cel spotkania. Nikt (mamy tu na myśli nurt mainstreamowy, nie peryferie i podziemie) nie bierze narkotyków w samotności. Młodzi ludzie nie spotykają się, żeby zażyć. Biorą przy okazji spotkania, żeby je uatrakcyjnić,
  • zdecydowanie większa popularność i atrakcyjność alkoholu jako środka oszałamiającego, ważnego, a wręcz niezbędnego składnika dobrej zabawy oraz stymulatora kontaktów towarzyskich. Alkohol kulturowo wygrywa z narkotykami, a wzorce zachowań alkoholowych są w środowisku młodzieżowym silniejsze i bardziej nośne niż wzorce narkotykowe,
  • niewielka liczba osób zażywających nadmiernie obecna w najbliższym otoczeniu. Na co dzień nie widać bezpośrednich i długofalowych skutków brania,
  • stosunkowo niska atrakcyjność towarzyska „wyczynów” narkotykowych. Spowszednienie narkotyków zaowocowało, co naturalne, obniżeniem środowiskowej atrakcyjności samego brania,
  • atrakcyjna towarzysko i poniekąd prestiżowa jest kokaina, ale ze względu na cenę i dostępność znajduje się ona zdecydowanie poza zasięgiem ogromnej większości uczniów gimnazjów i liceów.

Postrzegane ryzyko czyli czego młodzież boi się w związku z narkotykami

Wiedza o negatywnych skutkach przyjmowania narkotyków dla zdrowia fizycznego i psychicznego, rozwoju i procesu dojrzewania biologicznego, funkcjonowania w szkole i rolach społecznych jest w środowisku młodzieżowym w zasadzie pełna. Nie ma osób nieświadomych, które by nie wiedziały, czym grozi kontakt z substancjami psychoaktywnymi. Praktycznie każdy uczeń gimnazjum, a tym bardziej liceum, potrafi wyrecytować zawartość broszur lub podsumować treść uświadamiającej pogadanki. Niektórzy potrafią również przekazać (może nie wszystkie szczegóły) przynajmniej ogólny sens i wymowę artykułu z fachowej prasy lub ze sprofilowanej witryny internetowej, z prezentacją wyników najnowszych badań biochemicznych, medycznych czy analiz społecznych. Te ostatnie często przy tym podważają treść broszur i pogadanek.

To wszystko młodzi ludzie wiedzą, ale się tego nie boją. Są dwa powody tego stanu rzeczy. Pierwszy, to nieufność wobec intencji przekazu, zwłaszcza oficjalnie kierowanego do młodzieży przez świat dorosłych i instytucje, ma on bowiem za zadanie odstraszyć, przestrzegać i budować barierę, a nie informować. Cukier też jest szkodliwy – jak powiedziała jedna z liderek młodzieżowych – jest masa badań o szkodliwości kawy, mięsa i wszystkiego, a nikt nas nimi nie straszy. Drugi powód to podejrzenie, że ryzyko jest sztucznie demonizowane z powodów ideologicznych, podczas gdy w rzeczywistości jest niezbyt wysokie przy odpowiedniej kulturze brania. Przy czym odpowiednia kultura to: nie za często, nie za dużo i tylko odpowiednie narkotyki – unikać heroiny i rodzimych przetworów makowych. Nie szukać przy tym ulgi w narkotykach w razie problemów, kłopotów w szkole, konfliktów rodzinnych itp. Mechanizm brania problemowego i jego rola jako akceleratora problemów jest powszechnie znany i traktowany jako wiarygodny. Potwierdzeniem braku szkodliwości umiarkowanego czy kontrolowanego brania narkotyków, zwłaszcza miękkich, są potoczne obserwacje: Tusk palił, inni palili i brali, znamy ludzi, którzy stale palą i nic im nie jest, normalnie żyją. I ci ludzie nie stoczyli się, nie skończyli jako degeneraci, niektórzy nawet do czegoś w życiu doszli – taka jest wymowa przytaczanych przykładów. To skutecznie obniża poziom postrzeganego ryzyka związanego z narkotykami.

Młodzież, wchodząc w kontakt z narkotykami, boi się, ale nie nadmiernie, skutków bezpośrednich w postaci represji i retorsji ze strony rodziców, nauczycieli, ogólnie szkoły i systemu oświaty, policji i wymiaru sprawiedliwości. Zagrażające skutki bezpośrednie to nie cecha relacji osoba biorąca-narkotyk, ale układu małoletni biorący narkotyk-otocznie społeczne i instytucjonalne. Źródłem zagrożenia nie jest narkotyk, ale represyjne otoczenie. Racjonalną strategią w tej sytuacji nie jest ograniczenie kontaktu z narkotykiem, ale unikanie wykrycia i dopiero kiedy to okaże się niemożliwe, może przynieść skutek w postaci rezygnacji z narkotyku.

To, czego młodzież się boi, to uzależnienie. To podstawowe zagrożenie związane z braniem narkotyków, wraz ze wszelkimi tego konsekwencjami – utratą zdrowia, pogorszeniem sytuacji życiowej i społecznej, różnego rodzaju kłopotami w domu, szkole i konfliktami z organami ścigania. Wszystkie dobrze znane młodzieży negatywne konsekwencje narkotyków przesuwane są w ich świadomości poza granicę uzależnienia: Dopóki nie bierzesz nałogowo – niewiele ci grozi, nie uzależnisz się. Dopiero kiedy przekroczysz tę granicę, możesz się spodziewać wszystkiego, co złe – tak brzmi rozpowszechniona wśród młodzieży recepta na bezpieczny kontakt z narkotykami. Człowiek uzależniony od narkotyków to osobnik inny niż reszta, który: często bierze i ciągle o tym mówi (przychodzi do szkoły na haju, cały czas mówi o narkotykach, co chwilę widzimy tę osobę z narkotykiem, nie widzi granic, musi codziennie, cały czas, już nie dla zabawy, tylko dla samego wzięcia, ciągle jest naćpany), dziwaczeje (alienuje się, dziwnie się zachowuje, odsuwa się od innych, może być zamknięty dla otoczenia, robi się wybuchowy, agresywny wobec innych, jest niemiły dla przyjaciół, zamyka się w sobie albo nadmiernie otwiera się w stosunku do innych), organizuje sobie życie całkowicie wokół narkotyków (jest niespokojny, próbuje zdobyć narkotyk, nieważne, jakim sposobem, kombinuje, jak zdobyć narkotyki, sprzedaje cenne rzeczy, zastawia telefon, ciągle szuka pieniędzy, zrobi wszystko, żeby wziąć działkę, potrzebuje tej działki, ukradnie, sprzeda wszystko, wygląda jak śmierć i myśli, jak tylko załatwić pieniądze), ulega społecznej i fizycznej degradacji (ludzie, którzy biorą heroinę – strasznie ich swędzą uda, potrafią się nawet nożem drapać, aż do krwi, jak ktoś się kłuje, to widać po żyłach, widać drgawki, rozszerzone źrenice, cera się bardzo niszczy, trzęsie się, chodzi w tę i z powrotem, nie wie, co ze sobą zrobić, widać, jak się zmienia, jest zmarnowany, oczy podkrążone, telepie się, trzęsą mu się ręce, jest nadpobudliwy ruchowo, nie dba o siebie, nie goli się, nie myje, dziwnie pachnie, po prostu śmierdzi).

Taki obraz osoby uzależnionej, jako ewentualna perspektywa własnej drogi życiowej, to najważniejsze i właściwie jedyne źródło obaw, które niesie ze sobą kontakt z narkotykami. Ale dystans pomiędzy umiarkowanym braniem co jakiś czas a tak widzianym uzależnieniem jest w świadomości młodzieży duży. Niewielki w wypadku brania heroiny, narkotyku uzależniającego – zdaniem większości – natychmiastowo, znacząco większy, jeśli chodzi o kokainę i amfetaminę, jeszcze większy dla ecstasy i LSD, a największy lub nieskończony dla marihuany. Różne osoby, o różnej konstrukcji psychicznej i predyspozycjach, mogą na tym samym dystansie (biorąc ten sam narkotyk) poruszać się z różną szybkością: słabsi i ulegający wpływom szybciej staną się uzależnieni, mocniejsi i niezależni – później lub wcale.

Takie jest stanowisko przeważającej liczby osób – poruszanie się po drodze w kierunku degradującego uzależnienia można kontrolować i przeciętny młody człowiek jest – w mniemaniu młodzieży – do tego zdolny. Poczucie posiadania kontroli dostarcza satysfakcji, jest potwierdzeniem własnej sprawczości, panowania nad własnym losem i sytuacją, jest – paradoksalnie – dodatkową gratyfikacją brania narkotyków w sposób umiarkowany.

Źródłem pewnych dodatkowych obaw jest pozostająca poza kontrolą jakość narkotyków, czyli ich rzeczywisty skład. Dilerzy, zdaniem sporej liczby eksperymentujących z narkotykami, dodają do sprzedawanych produktów (marihuany i ecstasy) środki bardziej halucynogenne i szybciej uzależniające, właśnie po to, by wywołać uzależnienie i ustabilizować popyt. Był to jeden z ważnych argumentów za legalizacją marihuany i wprowadzeniem jej do kontrolowanego obrotu.

Stanowisko otoczenia społecznego

Z punktu widzenia młodzieży dorosłe otoczenie społeczne i instytucjonalne oddziałuje na układ młodzież–narkotyki w trojaki sposób.

  1. Grozi, przestrzega, napomina, straszy, „dobrze radzi” tego nie robić. Czyni to jednak w sposób mało wiarygodny. Chodzi przede wszystkim o prowadzone lub organizowane przez szkoły akcje profilaktyczne, prelekcje itp. Spotykają się one z brakiem zainteresowania i lekceważeniem, wywołują znudzenie lub irytację. Nie jest to skutek braku zainteresowania tematem, bo to zainteresowanie istnieje, ale wynika z nieatrakcyjnej formy, sztywnego języka i nachalnego przesłania oraz postrzeganej przez młodzież niekompetencji i nierzetelności osób prowadzących. Zajęcia i akcje profilaktyczne opisywane są jako nudne, drętwe, operujące hasłową i książkową wiedzą, zbędną lub stronniczą, podające przestarzałe lub nieprawdziwe informacje, prowadzone przez osoby niekompetentne, bez kontaktu z klasą i z niewielką wiedzą na temat rzeczywistości problemu, odwalające swoją robotę byle jak.
  2. Reaguje wyłącznie represyjnie w razie stwierdzenia kontaktu z narkotykami. Młodzież twierdzi, że w przeważającej większości wypadków ujawnienie faktu wzięcia narkotyków spotkałoby się z ostrą, nieprzychylną reakcją ze strony znaczących osób (rodziców, księży) i instytucji (szkoły, policji). Awantury, cały repertuar kar, represji czy retorsji, począwszy od wyrzucenia z domu, awantur i bicia ze strony rodziców, wyrzucenia ze szkoły, przetrzymywania na posterunku, oddania pod nadzór kuratorski, „wyklęcia” przez księdza, a skończywszy na „cichych dniach”, utracie opinii, ograniczeniu swobód czy utracie przywilejów.
  3. Roztacza ochronny parasol w wypadku poważniejszych kłopotów, czyli uzależnienia. Otoczenie społeczne i instytucjonalne oferuje – zdaniem respondentów – różne formy pomocy osobom z problemem narkotykowym. W ofercie jest pomoc psychologa lub pedagoga szkolnego, rodziny, znajomych, służby zdrowia, są telefony zaufania, poradnie antynarkotykowe, ośrodki terapii i Monar. Jeśli ktoś tylko chce albo potrzebuje, to na pewno łatwo znajdzie informację lub miejsce, do którego może się zwrócić o pomoc. W świadomości młodzieży funkcjonuje przeświadczenie o istnieniu siatki asekuracyjnej, łagodzącej możliwy upadek wywołany narkotykami.

Zespół tych trzech czynników to typowy model wychowania opiekuńczo-autorytarnego:

  1. Jednokierunkowa komunikacja, przekaz w postaci wyłącznie zakazów ubranych w formę przestróg i dobrych rad.
  2. System represji za ich złamanie, a bardziej jeszcze za ujawnienie złamania.
  3. Asekuracja, opieka i pomoc w razie sytuacji kryzysowej.

Jest to jednak raczej tylko swego rodzaju konwencja społeczna podtrzymywana przez obydwie strony, to znaczy kontrolujących i kontrolowanych, niż rzeczywisty autorytarny system kontroli zachowań. Brakuje mu bowiem dwóch istotnych elementów: ideologii akceptowanej przez kontrolowanych, choćby tylko formalnie, oraz mechanizmów systematycznej kontroli.

Poglądy na temat szkodliwości wszystkich substancji uznanych za narkotyki nie tylko nie są przez młodzież podzielane, ale bywają otwarcie kwestionowane. Młodzi ludzie nie są skłonni okazywać uległość wobec ideologii i argumentacji formalnych autorytetów. W wielu wypowiedziach, zwłaszcza na temat osób prowadzących zajęcia profilaktyczne, pojawiły się tony (odwalają swoją robotę, mówią, co muszą mówić) każące przypuszczać, że osoby te nie są postrzegane jako wiarygodne. Młodzież sugeruje, że prowadzący, czyli formalne autorytety, przekazują to, w co sami nie do końca wierzą. Mówią to, co w takiej sytuacji powinno być powiedziane.

System kontroli przestrzegania zakazów jest zupełnie przypadkowy. Trzeba mieć po prostu pecha, by dać się przyłapać policji z narkotykami. Natomiast szkoła jest postrzegana jako element kontroli działający raczej z rezerwą. Większość uczniów spodziewa się co prawda ostrej reakcji szkoły na ujawnione zażywanie narkotyków, ale tylko wtedy, kiedy fakt ten został już upubliczniony. Jeśli nie, to nauczyciele raczej przymkną oczy, niż zrobią aferę.

Podsumowanie

Wydaje się, że jeśli chodzi o problem narkotyków wśród młodzieży, to mamy do czynienia ze znaczną rozbieżnością pomiędzy reprezentowanym przez władze i instytucje publiczne (w tym szkolnictwo, większość „dorosłej” opinii publicznej i niektóre publiczne autorytety) stanowiskiem oficjalnym a praktyką społeczną.

Stanowisko oficjalne, uznające wszystkie narkotyki za zło samo w sobie, ich rozprzestrzenianie za plagę, a młodzież za grupę szczególnie przez tę plagę zagrożoną i przez to zasługującą na nadzwyczajną ochronę, ma – jak się zdaje – swoje korzenie w doświadczeniu społecznym datującym się na lata 80. Głównym narkotykiem była wtedy rodzima postać heroiny, a spustoszenia, które ta substancja czyniła, w pełni usprawiedliwiały jej demoniczny wizerunek. Dla ludzi dorosłych używanie narkotyków stanowiło obcy wzorzec kulturowy, ponieważ oni sami odurzali się alkoholem. Po narkotyki sięgali głównie ludzie młodzi, zdesperowani, zbuntowani, wyalienowani. Z tego okresu pochodzi, powtarzany do dziś również przez część młodzieży, schemat myślowy: narkotyk = narkomania = śmierć, ciężka choroba, szpital, degradacja fizyczna, psychiczna i społeczna.

Później dołączyło do tego AIDS.

Z relacji uczestników dyskusji wynika, że sytuacja kulturowa zmieniła się:

  1. Nie ma równości między narkotykiem a narkomanią i uzależnieniem z jego wszystkimi konsekwencjami.
  2. Miękki narkotyk utożsamiany jest przede wszystkim z zabawą, dobrym nastrojem, towarzystwem. Nie jest kojarzony ze śmiercią czy szpitalem. Jest identyfikowany z dyskoteką, imprezą, muzyką pop, a nie z undergroundem – obskurną piwnicą czy komórką.
  3. Obecność narkotyków w otoczeniu jest powszechna. Są one dostępne dla wszystkich, a nie wyłącznie dla wtajemniczonych czy tych, którzy zaryzykowali porzucenie społecznie obowiązujących norm i zerwanie więzi społecznych.
  4. Zażywanie straciło społeczne odium. Przestało być aktem wstydliwie ukrywanym, a stało się zachowaniem normalnym, jawnym i aprobowanym środowiskowo. Łatwiej jest pod jego adresem wyrazić publicznie aprobatę, niż potępić. Wiele osób, w tym prominentnych, przyznaje się do zażywania w przeszłości narkotyków.
  5. Powszechność i spowszednienie narkotyków spowodowało, że sięgają po nie jednostki nie społecznie wyalienowane, ale wręcz przeciwnie – starające się dostosować, być w głównym nurcie, utrzymać czy podwyższyć swoją pozycję w grupie. Więcej – zażywanie niektórych narkotyków (amfetamina) jest dodatkowo motywowane potrzebą osiągnięć.
  6. W świadomości młodzieży ciągle gdzieś czai się groźba uzależnienia i degradacji, ale jest ona na dalekim planie i nie pełni funkcji regulacyjnej – nie motywuje do podejmowania odpowiednich zachowań.

Wydaje się zatem, tak sprawa przedstawia się w świadomości młodzieży, że „plaga narkotyków” przeszła podobną ewolucję, jak niektóre epidemie wirusowe. Wraz z upowszechnieniem wirus mutuje i staje się mniej kłopotliwy, a sama choroba przebiega w sposób coraz łagodniejszy. Z czasem zagraża już nie wszystkim, ale tylko nielicznym, o szczególnych predyspozycjach lub osłabionym innymi przypadłościami.

Kierowany do młodzieży przekaz na temat narkotyków, wychodzący od osób dorosłych i instytucji, jest postrzegany przez nią jako archaiczny, pochodzący z okresu ostrej i śmiercionośnej epidemii, podczas gdy obecnie mamy do czynienia raczej z katarem. Upowszechniła się – głównie za pośrednictwem internetu – wiedza na temat narkotyków, skutków zdrowotnych, fizycznych i psychicznych ich zażywania. Młodzi ludzie, którzy odbierają płynące ze strony dorosłych zakazy, pouczenia i ostrzeżenia, często czują się od tych dorosłych bardziej kompetentni, bardziej w zgodzie z aktualnym stanem wiedzy, szybciej i lepiej poinformowani.

Konsekwencją tej sytuacji jest nieskuteczność przekazu o czytelnej intencji sterowania zachowaniami i poglądami młodzieży. Młodzież posługuje się innymi kodami językowymi i innym obrazem świata niż ci, którzy starają się na nią wpływać. Dominujący w tym obszarze jednostronny przekaz, połączony z typowo autorytarnym, choć podlegającym wewnętrznej erozji, systemem oddziaływań, uniemożliwia wzajemną komunikację.

Jednocześnie wydaje się, że taki stan rzeczy ma swoje dobre strony. Przekaz formalnie ostrzegający czy informujący o narkotykach jest odbierany przez młodzież jako dezaprobata lub zakaz formułowany przez tę część społeczeństwa, która do takich zachowań jest uprawniona. Młodzież, która traci kontrolę nad piciem, bo świat dorosłych nie potępia takiego zachowania (a jeśli potępia to fasadowo, bo sam nie stosuje się do głoszonych zaleceń), w zażywaniu narkotyków wykazuje – według własnych relacji – znacznie dalej idącą wstrzemięźliwość i umiarkowanie. Zakaz, choć nieuwewnętrzniony i nieakceptowany do końca, jest mimo to przestrzegany. A na pewno nie jest jawnie i otwarcie łamany.

Bibliografia

  1. Maj Z., Kowalewicz T., Młodzież a narkotyki, program badań jakościowych zrealizowany na zlecenie Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii, Warszawa 2009, raport dostępny w KBPN.

Przypisy   [ + ]

1. Badania były prowadzone w IV kwartale 2008 r.